Czarownica Magdalena o ziołach, Dziki w kuchni

Wiązówka błotna (Filipendula ulmaria) i Leśne Martini

Wiązówka błotna (Filipendula ulmaria) to jedna z najbardziej pospolitych roślin podmokłych łąk, która aktualnie pokrywa je białymi łanami. Wiązówka lubi żyzną, podmokłą glebę, rośnie na brzegach strumieni, potoków i lasów, przy zbiornikach wodnych i na podmokłych łąkach. Wykazuje dosyć silne działanie przeciwgorączkowe, przeciwbólowe, przeciwzapalne, przeciwreumatyczne, moczopędne oczyszczające i napotne.

Nie wiem czy mój organizm wyjątkowo reaguje na wszelakie napotne zioła, czy wiązówka jest wyjątkowo mocna, ale dzisiaj po wypiciu szklanki lemoniady i przejściu się chwilę na spacerze pod górę mogłam wykręcać koszulkę. Dobrze, że wybrałam się w dzicz, to z jej ściągnięciem i wysuszeniem na wietrze nie było problemu, chciałam to samo zrobić ze spodniami, ale tak głupio w samych gaciach po lesie biegać:D Dosłownie miałam wrażenie, że zamiast na świeżym powietrzu to jestem w saunie. Wniosek taki, że z wiązówką trzeba obchodzić się nieco ostrożniej. Znana i używana była już od średniowiecza, napar lub odwar z suszonych kwiatów z dodatkiem innych ziół stosowany był na przeziębienia i grypy z gorączką. Wiązówką leczono reumatyzm, nieżyty i zapalenia górnych dróg oddechowych, zapalenie pęcherza moczowego, biegunki, przykładano na wrzody i trudno gojące się rany. Z powodzeniem może służyć i dzisiaj w trakcie przeziębień i grypy, naparem z kwiatów można przemywać cerę trądzikową i z rozszerzonymi porami- ma działanie ściągające i odkażające.

Napar można wykonać z 2 łyżek suszonych kwiatów, zalewając szklaną wrzątku i parząc pod przykryciem 20 min. Kwiaty suszymy max w 35 stopniach, możemy to z powodzeniem robić na świeżym powietrzu w cieniu. Ja postanowiłam na inne wykorzystanie kwiatów. W Jadanych Kwiatach Małgorzaty Kalemby-Dróżdż przeczytałam, że można z wiązówką robić w zasadzie to samo co z kwiatami bzu czarnego. Postanowiłam zrobić z niej lemoniadę. Ze względu na zawartość garbników oraz kwasu salicylowego, namnażanie drobnoustrojów odpowiedzialnych za fermentację jest nieco dłuższe, dlatego sam proces jest wydłużony.

Leśna Lemoniada

10 rozkwitniętych kwiatostanów wiązówki błotnej

0,5 kg cukru

1 lub 2 cytryny

5 l przegotowanej wody

Podobnie jak w przypadku kwiatów bzu czarnego, wiązówkę nastawiamy na początek na krótką fermentację, czyli do miski dajemy kwiatostany (wcześniej pozbywamy się wszelakiego ruszającego się w nich życia- jest tego całkiem sporo) i zalewamy syropem przygotowanym z pół szklanki cukru na 0,5 l wody. Miskę przykrywamy talerzykiem i odstawiamy w ciepłe miejsce na 4 lub więcej dni. Następnie wieczorem robimy syrop z 4,5 l wody i 0,4 kg cukru, wodę musimy zagotować i rozpuścić w niej cukier. Syrop pozostawiamy do zupełnego ostygnięcia przez całą noc. Rano z miski w której odbywała się 1 fermentacja wyciągamy kwiaty, możemy je lekko wycisnąć- powinny być lekko śliskie od syropu i drobnoustrojów. Pozostałość zlewamy do słoika, im więcej osadu uda się przelać tym lepiej, wyciskamy całą cytrynę. Słoik dopełniamy syropem cukrowym, tak by pozostało około o,5 l objętości na wytwarzający się gaz i odkładamy w ciepłe miejsce. U mnie w domu ostatnio panowały temp. poniżej 20 stopni dlatego dopiero po około 5-7 dniach lemoniada nadawała się do pierwszego spróbowania. Myślę, że większość cukru jeszcze nie przefermentowała i spokojnie można poddać ją dalej fermentacji. Ważne jest by kontrolować ilość gazu i ewentualnie odkręcać zakrętkę.

Lemoniada ma ciekawy i dosyć mocny aromat, na początku można wyczuć kwiatowo-nektarową nutę a pod koniec jest wyraźny migdałowo-garbnikowo-dębowy smak. Tak mi się kojarzy. Mojej mamie bardzo smakuje, tak jak większości osobom, mi przypomina niestety smak syropu z antybiotykiem, którego udało mi się za dużo wypić w dzieciństwie, gdy rodzice nie patrzyli.( Ps. pamiętajcie nigdy nie pokazujcie dzieciom, gdzie stoją ich leki, może się tak zdarzyć, że sobie ubzdurają, że powinny koniecznie wziąć ich podwójną dawkę lub wypić ich prawie całą butelkę 😀 ) Idealnie komponuje się z ginem! Lemoniada oczywiście, nie antybiotyk :d

Nie przepadam za drinkiem Martini, jednak rodzice od czasu do czasu mnie nim męczą. Wieczorem tata zrobił dla nas drinki, i marudził, żebym to świństwo piła, więc coś mnie tchnęło dodałam sobie lemoniady. Wyszedł przepyszny drink.

Leśne Martini

30 ml ginu

30 ml wermutu np. Martini

100 ml leśnej lemoniady z wiązówki

lód

Wiązówka nieco łagodzi wytrawny smak Martini i bardzo dobrze komponuje się z ziołowymi nutami całego napoju. Myślę, że tym razem lemoniada spokojnie może postać jeszcze tydzień, nie nabierając drożdżowego posmaku. Planuję zrobić ją także na Dzień Pszczoły w PNGS, także zapraszam wszystkich 8.08 w Góry Stołowe na spacer Pszczelim Szlakiem i dodatkowe niespodzianki 😉

Ps. Przepis na lemoniadę powstał na bazie przepisu z kwiatów bzu czarnego, zaczerpniętego z Dzikiej Kuchni Łukasza Łuczaja

Źródła:

Kalemba-Dróżdż M. Jadalne kwiaty. Wydawnictwo Pascal, Bielsko-Biała 2016. ISBN 978-83-7642-703-4

Łuczaj Ł. Dzika kuchnia. Wydawnictwo Nasza Księgarnia, Warszawa 2014. ISBN 978-83-10-12378-7

1 thought on “Wiązówka błotna (Filipendula ulmaria) i Leśne Martini

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *