Czarownica Magdalena o ziołach, Dziki w kuchni

Muchomor czerwony

Legendarna Soma opisana w Wedach, Święty grzyb nieśmiertelności a może prekursor euroazjatyckiego szamanizmu? Ten pospolity i znany każdemu grzyb ma na swoim koncie długą historię użytkowania przez człowieka, a to kropnąć niechciane muchy, które przypałętały się pod strzechę, a to lekko sobie przyćpać dla „lepszego i zdrowszego snu” a w końcu natrzeć nalewką bolące stawy.

Muchomor czerwony (Amanita muscaria) to niezwykły i tajemniczy grzyb, stojący ponoć za stworzeniem najstarszych religii świata. Kosmopolityczny muchomor wystawia swoje zroszone poranną mgłą kapelusze do słońca wszędzie tam gdzie występuje brzoza. Faktem jest, że ma wyjątkowy wpływ na organizm człowieka, a to za sprawą zawartości dwóch substancji głównie kwasu ibotenowego, który pod wpływem kwasów żołądkowych hydrolizuje do muscymolu- substancji psychoaktywnej i niewielkich ilości muscymolu, który po kilkunastu minutach od spożycia daje niewielkiego „kopa”.  Na bardziej „przebojowy” efekt trzeba poczekać około 1h, halucynacje ponoć utrzymują się około 8h. Bezpieczną dawką są 3 średniej wielkości muchomory, ja nie wiem bo nigdy nie próbowałam, mój mózg nie potrzebuje substancji halucynogennych, żeby było dziwnie i ciekawie… A cóż się widzi po czerwonych w kropki grzybkach … tada! Grzyby! Tylko nieco bardziej niebieskawe i humanoidalne, kojarzycie Smerfy? No właśnie 😉.  

W Polsce muchomory stosowane były do odstraszania insektów, głównie muchy domowej. Po ugotowaniu w mleku lub w wodzie i rozdrobnieniu na papkę ustawiane były na talerzykach w izbach, gdzie grasowały muchy. Grzyb powodował hibernację owada, w zasadzie paraliż – po trzech dniach mucha była jak nowo narodzona, jednak zazwyczaj nie miała szansy, bo gospodynie zdążyły ją już zmieść i wyrzucić z chaty. Emulsja wyciśnięta z kapeluszy muchomorów stosowana była do nacierania bolących miejsc, zazwyczaj zaatakowanych reumatyzmem. Ciekawe było pozyskiwanie emulsji. Do garnka z dziurą układano kapelusze muchomorów, a na szczycie drobne gałązki, które następnie podpalano. Pod wpływem ciepła sok z grzybów ściekał przez otwór do następnego naczynia.

Grzyby rzadko spożywano w celach odurzających i do tej pory w naszej kulturze muchomor czerwony, raczej postrzegany jest jako grzyb silnie, a nawet śmiertelnie trujący.

Na Syberii używany był w celach rytualnych, głównie przez szamanów, ale nie tylko. Legendarny wręcz kontakt szamanów z bogami i zaświatami być może zawdzięczali właśnie muchomorowi czerwonemu. Jeszcze do końca XIX wieku intoksykacje tym grzybem były na tym terenie powszechnie znane i uprawiane. Zamożniejsi panowie jedli grzyby surowe, suszone lub pili z nich wywar a następnie udawali się na oddanie moczu, tam z drewnianymi czarkami czekali na nich biedacy, którzy też chcieli zakosztować „mocy grzybów” , a że muscymol (substancja psychoaktywna) przechodzi przez organizm ludzki praktycznie niezmieniony, mocz stawał się wyskokowym napitkiem nawet dla 4 kolejnych panów…nawet lepszym niż same grzyby, bo pozbawiony był substancji powodujących nieprzyjemne mdłości i wymioty. 

Jaki jest Wasz stosunek do tego gatunku grzyba? W mnie utarło się, że grzybów niejadalnych nie niszczymy, nie depczemy i nie zrywamy. Może to pozostałość po szerokoznanym u wschodnich sąsiadów kulcie, a może poszanowanie dla natury z której nie możemy lub nie chcemy zaczerpnąć. Jeśli chodzi o substancje psychoaktywne w ogóle mnie do tego nie ciągnie, mój mózg jest wystarczająco dziwny sam z siebie (a może umysł) ostatnio trzymam z nim sztamę, ale wcześniej nieco się buntował… a może ktoś z Was próbował muchomorka? 😉 I faktycznie Smerfy mu skakały w głowie? 🍄

 

Źródła:

http://etnobiologia.com/2015/eb5_89-98%20chwaluk.pdf

http://farmakognozja.blogspot.com/2018/01/muchomor-czerwony-amanita-muscaria.html?m=1

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *